Smartfon-powerbank istnieje. Ale nie dla nas
Wyobraź sobie telefon, który na jednym ładowaniu działa przez tydzień intensywnej pracy lub ponad trzy miesiące w trybie czuwania. To nie fantastyka, a rzeczywistość. Model taki jak Energizer Hard Case P28K, zaprezentowany na targach MWC, posiada akumulator o absurdalnej pojemności 28 000 mAh. To niemal sześć razy więcej niż standardowe flagowce. Jest jednak pewien haczyk – takich urządzeń praktycznie nie da się kupić w Europie. Dlaczego rynkowi giganci jak Apple czy Samsung nie idą tą drogą? Odpowiedź jest bardziej złożona niż mogłoby się wydawać.
Cena gigantycznej baterii: waga, design i kompromisy
Pierwszą i najbardziej oczywistą barierą są preferencje europejskiego konsumenta. Gigantyczna bateria oznacza gigantyczne kompromisy. Wspomniany Energizer waży ponad pół kilograma (570 g) i ma grubość niemal 3 centymetrów. To bardziej pancerny powerbank z funkcją dzwonienia niż smukłe urządzenie, do którego przyzwyczaili nas producenci. W Europie design, smukłość i niska waga wciąż wygrywają z potrzebą posiadania telefonu działającego tygodniami. Producenci, budując tak potężne urządzenia, muszą też oszczędzać na innych podzespołach, takich jak aparaty czy jakość głośników, aby utrzymać cenę na akceptowalnym poziomie.
Przepisy i logistyka, czyli ukryty hamulec
Okazuje się, że za mniejszymi bateriami w Europie stoją nie tylko gusta, ale też twarde przepisy. Regulacje dotyczące transportu, w tym transportu lotniczego, klasyfikują baterie litowo-jonowe o pojemności powyżej 20 Wh (co odpowiada ok. 5200 mAh) jako „towary niebezpieczne”. To drastycznie podnosi koszty i komplikuje logistykę związaną z importem i dystrybucją takich urządzeń na szeroką skalę. Producenci, chcąc uniknąć problemów, często decydują się na wypuszczanie na rynek europejski modeli z mniejszymi bateriami niż ich azjatyckie odpowiedniki.
Azja kocha wielkie baterie, Europa woli szybkie ładowanie
Różnice kulturowe i rynkowe są tu kluczowe. W Azji, a zwłaszcza w Chinach, obserwuje się trend na coraz większe baterie, gdzie średnia pojemność przekracza 5500 mAh. Tamtejsi producenci chętnie sięgają po nowsze technologie, takie jak akumulatory krzemowo-węglowe, które oferują większą gęstość energii. W Europie natomiast producenci postawili na inne rozwiązanie problemu energii – ultraszybkie ładowanie. Dla wielu użytkowników możliwość naładowania telefonu do pełna w kilkanaście minut jest bardziej praktyczna niż noszenie w kieszeni ciężkiej „cegły”.
Nadchodzą zmiany z UE. Czy to koniec ery jednorazówek?
Sytuacja na rynku może się jednak wkrótce zmienić. Unia Europejska wprowadza nowe regulacje, które mają na celu wydłużenie życia urządzeń elektronicznych. Już od 2027 roku producenci będą musieli projektować smartfony tak, aby użytkownik mógł samodzielnie i w łatwy sposób wymienić baterię. Przepisy narzucają też minimalne standardy trwałości – akumulator będzie musiał zachować co najmniej 80% pierwotnej pojemności po 800 cyklach ładowania. Choć te zmiany nie oznaczają bezpośredniego nakazu instalowania większych baterii, wymuszą na producentach odejście od klejonych, trudnych w demontażu konstrukcji. To może otworzyć drogę do bardziej modułowych i trwałych smartfonów, gdzie wybór między smukłością a potężną baterią stanie się bardziej realny dla każdego konsumenta.
Eksperci finansów od 5 lat+
Najlepsze promocje bankowe
Zaufanie tysięcy użytkowników
Technologia i wiarygodność
Oferty finansowe 

