Rynek gazu łapie oddech. Cena spada po panice wojennej
Zaledwie dwa dni wystarczyły, aby europejski rynek gazu ziemnego doświadczył największego rollercoastera od lat. Po weekendowym szoku, który wywindował ceny o 70%, środa przynosi uspokojenie i zauważalne spadki. Na holenderskiej giełdzie TTF, będącej benchmarkiem dla całego kontynentu, cena gazu spada o 4,3 proc. do poziomu 51,93 EUR za 1 MWh. To wciąż drogo, ale zmiana kierunku daje traderom chwilę wytchnienia i nadzieję na deeskalację.
Geopolityczny zapalnik i efekt Ormuz
Aby zrozumieć skalę problemu, trzeba spojrzeć na mapę. Rozpoczęty w sobotę atak Izraela i USA na Iran natychmiastowo doprowadził do zablokowania cieśniny Ormuz. To strategiczne „wąskie gardło”, łączące Zatokę Perską z Morzem Arabskim, ma zaledwie 55 km szerokości w najwęższym punkcie, ale jego znaczenie dla globalnej energetyki jest kolosalne.
- Globalne znaczenie: Przez cieśninę Ormuz przepływa około jednej piątej światowego zapotrzebowania na ropę naftową oraz blisko jedna czwarta globalnych dostaw skroplonego gazu ziemnego (LNG).
- Kluczowy dostawca: Głównym poszkodowanym jest Katar, jeden z największych na świecie eksporterów LNG i kluczowy dostawca dla Europy. Zakłady Ras Laffan w Katarze odpowiadają za około 20% światowej podaży tego surowca.
Zablokowanie tego szlaku wywołało natychmiastową panikę. Choć analitycy słusznie zauważali, że dostawy z Kataru do Europy płyną około miesiąca, a marcowe transporty są już w drodze, wizja długotrwałego konfliktu zmroziła rynki.
Europa z niepokojem patrzy na magazyny
Sytuację komplikuje fakt, że Europa jest w newralgicznym momencie uzupełniania rezerw po zimie. Tegoroczny sezon grzewczy, z falami mrozów, znacząco uszczuplił zapasy. Już w styczniu i lutym pojawiały się informacje, że poziom zapełnienia unijnych magazynów jest niższy od wieloletniej średniej, a w niektórych krajach, jak Holandia czy Niemcy, spadł poniżej 40-50%. Konieczność szybkiego zatłaczania magazynów w obliczu potencjalnego odcięcia dostaw z Kataru to scenariusz, którego obawia się cały kontynent.
Iskra nadziei zza kulis dyplomacji
Środowe spadki cen gazu to bezpośrednia reakcja na zakulisowe doniesienia. Pojawiły się informacje, że irański wywiad miał skontaktować się z amerykańską CIA, składając ofertę rozmów na temat warunków zakończenia konfliktu.
Choć eksperci studzą emocje i wątpią w szybkie porozumienie, sama gotowość Iranu do negocjacji została odebrana jako pozytywny sygnał. Rynki, które poruszają się w rytm newsów i plotek, zareagowały natychmiastowym optymizmem.
Dodatkowym czynnikiem uspokajającym była deklaracja prezydenta USA, Donalda Trumpa. Obiecał on, że Stany Zjednoczone w razie potrzeby ubezpieczą statki handlowe i zapewnią im eskortę okrętów wojennych w rejonie cieśniny Ormuz. To ważny sygnał, mający na celu przywrócenie choćby częściowej płynności w handlu.
Co dalej z ceną gazu? Napięcie pozostaje
Mimo dzisiejszych spadków, sytuacja jest daleka od stabilizacji.
- Krucha deeskalacja: Informacje o rozmowach są nieoficjalne, a droga do trwałego pokoju jest długa i niepewna.
- Wąskie gardła logistyczne: Cieśnina Ormuz pozostaje punktem zapalnym. Każdy incydent w tym regionie może ponownie wywołać gwałtowny wzrost cen.
- Presja na uzupełnienie zapasów: Europa musi w najbliższych miesiącach intensywnie kupować gaz, aby odbudować magazyny przed kolejną zimą. Zwiększony popyt w naturalny sposób będzie utrzymywał ceny na podwyższonym poziomie.
Niektórzy analitycy już podnieśli swoje prognozy cen gazu na kwiecień do 55 euro za MWh. Wskazują, że w przypadku przedłużających się zakłóceń, ceny mogą sięgnąć nawet 74 euro/MWh, czyli poziomów z kryzysu energetycznego w 2022 roku. Ostatnie dni brutalnie przypomniały, jak bardzo cena gazu w Europie jest uzależniona od globalnej geopolityki i jak niestabilne potrafią być rynki surowców energetycznych.


