Złoto traci blask. We wtorek byliśmy świadkami największej jednodniowej przeceny od 30 stycznia.
Inwestorzy, którzy jeszcze w poniedziałek szukali w kruszcu „bezpiecznej przystani” w obliczu konfliktu na Bliskim Wschodzie, dzień później gwałtownie zmienili front. Powód? Rosnące rentowności amerykańskich obligacji i dolar najsilniejszy od połowy stycznia.
Na wtorkowym zamknięciu sesji na giełdzie Comex, cena uncji złota w marcowych kontraktach spadła o 187 USD, czyli aż 3,5 proc., do poziomu 5107,40 USD. To najniższa wartość od 20 lutego. Podobne spadki dotknęły bardziej płynnych, kwietniowych kontraktów, które straciły 3,5 proc., zamykając się na poziomie 5123,70 USD. Na rynku kasowym przecena była jeszcze głębsza i sięgnęła 3,9 proc., sprowadzając cenę do 5113,25 USD.
Dolar i obligacje duszą cenę złota
Głównymi winowajcami tak gwałtownej przeceny okazały się dwa czynniki, które tradycyjnie ciążą notowaniom kruszcu: umacniający się dolar amerykański oraz rosnące rentowności obligacji skarbowych USA.
Indeks dolara, mierzący jego siłę w stosunku do koszyka głównych walut, wspiął się na najwyższy poziom od 19 stycznia. Silniejszy dolar sprawia, że złoto, wyceniane w tej walucie, staje się droższe dla inwestorów posługujących się innymi walutami, co naturalnie osłabia popyt.
Rosnąca atrakcyjność obligacji
Równocześnie rentowność 2-letnich obligacji amerykańskich wzrosła od piątku o 12 punktów bazowych. Wyższe rentowności papierów skarbowych zwiększają koszt alternatywny utrzymywania inwestycji w złoto, które nie przynosi żadnych odsetek. Inwestorzy, zwłaszcza w niepewnych czasach, często wybierają bezpieczne aktywa przynoszące gwarantowany zysk, odwracając się od kruszcu.
Geopolityka kontra Fed: Niespokojny sojusz
Jeszcze w poniedziałek wydawało się, że złoto będzie kontynuować wzrosty. Napięta sytuacja geopolityczna, związana z atakiem USA i Izraela na Iran, skłaniała kapitał do ucieczki w stronę bezpiecznych przystani. Złoto, od wieków uważane za takie aktywo, zyskiwało na wartości pomimo siły dolara.
Jednak już we wtorek nastroje uległy diametralnej zmianie. Rynek zaczął obawiać się, że eskalacja konfliktu doprowadzi do gwałtownego wzrostu cen ropy naftowej. Drożejąca energia to prosta droga do wzrostu presji inflacyjnej, a to z kolei może związać ręce amerykańskiej Rezerwie Federalnej (Fed).
Dominują obawy, że jeśli ceny ropy pozostaną wysokie na dłużej, presja inflacyjna może powstrzymać Fed przed obniżką stóp procentowych. W bardziej niekorzystnym scenariuszu mogłoby to nawet otworzyć drogę do kolejnych podwyżek. Taki scenariusz przywołuje wspomnienia z 2022 roku. Po wybuchu wojny w Ukrainie Fed również dynamicznie podnosił stopy procentowe, by walczyć z inflacją, co doprowadziło do gwałtownego rajdu dolara i osłabienia notowań złota.
Co dalej z ceną złota? Scenariusze na przyszłość
Eksperci rynkowi nie są zgodni co do przyszłych losów złota, co pokazuje, jak złożona jest obecna sytuacja. Można jednak wyróżnić trzy główne scenariusze.
- Scenariusz optymistyczny: Według niektórych analityków, wtorkowe spadki to jedynie chwilowa „ucieczka do płynności”. Uważają oni, że przecena będzie krótkotrwała, a napięcia geopolityczne wkrótce znów wysuną się na pierwszy plan, wspierając notowania kruszcu.
- Scenariusz pesymistyczny: Inni eksperci nie wykluczają dalszej, głębszej korekty. Według nich kurs złota może spaść w kierunku technicznego wsparcia na poziomie około 5000 USD za uncję.
- Scenariusz fundamentalny: Niezależnie od opinii, kluczowe dla przyszłych notowań będą dalsze dane o inflacji i decyzje banków centralnych. Jeśli obawy o wzrost cen się zmaterializują, a Fed utrzyma swoje jastrzębie stanowisko, złoto z pewnością pozostanie pod presją.
Rynek złota znalazł się w samym środku przeciągania liny. Z jednej strony, globalna niepewność i konflikty zbrojne podsycają popyt na bezpieczne aktywa. Z drugiej strony, perspektywa wyższych stóp procentowych w USA i silny dolar stanowią potężny hamulec dla dalszych wzrostów. Dla inwestorów oznacza to okres podwyższonej zmienności, w którym kluczowe będzie śledzenie zarówno doniesień z frontów geopolitycznych, jak i sygnałów płynących z amerykańskiej gospodarki.


